Coraz bliżej święta
Dopiero niedawno jeden z podopiecznych uświadomił mi, że te święta dla mnie i mojego męża będą wyjątkowe, a to właśnie za sprawą tego iż to dla mnie i mojego Króla będą pierwsze święta dla nas jako małżeństwa. Piszę od 2007 roku tego bloga i wtedy gdy go zakładałam nie chciałam nikogo, żadnego partnera życiowego. Jestem dumna z siebie, że wytrwałam 10 lat w życiu singla.
Święta to dla mnie nadal najtrudniejszy czas. Pomimo iż mam teraz męża i oczywiście dorosłe już dzieci kiedy zbliżają się jakieś rocznice czy święta popadam w nostalgię.
We czwartek zorganizowałam zajęcia poświęcone współczesnym poetom. Jedna z podopiecznych wydała swe wiersze w tomiki wraz z 10 innymi osobami, poprosiłam ją by przyniosła ten tomik wierszy na zajęcia. Miała okazję po raz pierwszy przeczytać wydrukowane wiersze szerszemu gronu. Czytaliśmy też wiersze mojej przyjaciółki Kasi Konior wydane w tomiku 'Gorzkie migdały', wiersze Jarka Zielińskiego - mojego kolegi niestety już nie żyjącego. opowiadania jednego z podopiecznych i wiersze jego ojca. Postanowiłam szerszemu gronu pokazać swoje dzieło - kalendarz poświęcony pamięci mojego zmarłego brata Darka- każdy miesiąc zawiera mój wiersz i zdjęcie osób bliskich mojemu bratu. Nie byłam w stanie czytać tych wierszy,... Słowa uwięzłyby mi w gardle... Do oczu napłynęły by łzy. Poprosiłam jedna z podopiecznych Panią Marysię by przeczytała kilka wierszy... Czytając pierwszy wiersz rozpłakała się... Nie tylko dla mnie te słowa znaczą bardzo wiele.. Pokazałam kalendarz z wierszami także pracownikom... Dziewczyny czytały, oglądały... Jedna z pań Kornela podzieliła się ze mną swą refleksją... Nikt kto tego nie przeżył - nie zrozumie - powiedziała. Była przy swoim mężu do końca, była przy nim gdy umierał... Minęło tyle lat a mi nadal bardzo ciężko... Mąż mnie wspiera, przytula... A ja czasem chcę w samotności popłakać... A najtrudniej jest w właśnie w święta...
Clara
sobota, 15 grudnia 2018
piątek, 14 września 2018
Kiedy serce mówi dość
Znów moje serce odmówiło współpracy, posłuszeństwa i postanowiło zaszaleć. Teraz z uśmiechem na ustach wspominam poprzedni taki incydent i jako anegdotę opowiadam: leżę w ciężkim stanie, doprawdy ze mną kiepsko słyszę jak lekarka woła: księdza, szybko KSIĘDZA! A ja pomyślałam: Co? Czy to znaczy, że ze mną jest aż tak źle, czy umieram!? Potem okazało się, że ów ksiądz jest pielęgniarzem w tym szpitalu.
A teraz.. Ten sam szpital... Ten sam ksiądz i nawet lekarka ta sama, która poprzednio mnie ranimowała, ta dzięki, której żyję... Jak dziwnie się to pisze.. Ta dzięki, której żyję... Tym razem poszło szybciej. Nie bawili się w kotka i myszkę, nie wieźli mnie na sygnale na kardiologię tylko od razu królówka za kroplówką - w sumie było ich pięć. Ten ból którego nie sposób opisać... Nikomu nie życzę... Pamiętam też ulgę jaką się czuje gdy jest sie po drugiej stronie tęczy i ten błogi spokój... Uczucie ciepła... Miłości i bliscy zmarli. Tak tam chce być. Ale jeszcze nie teraz, nie dziś. Dziś jeszcze nie jestem gotowa by... Umierać... Nie dziś...
Clara
A teraz.. Ten sam szpital... Ten sam ksiądz i nawet lekarka ta sama, która poprzednio mnie ranimowała, ta dzięki, której żyję... Jak dziwnie się to pisze.. Ta dzięki, której żyję... Tym razem poszło szybciej. Nie bawili się w kotka i myszkę, nie wieźli mnie na sygnale na kardiologię tylko od razu królówka za kroplówką - w sumie było ich pięć. Ten ból którego nie sposób opisać... Nikomu nie życzę... Pamiętam też ulgę jaką się czuje gdy jest sie po drugiej stronie tęczy i ten błogi spokój... Uczucie ciepła... Miłości i bliscy zmarli. Tak tam chce być. Ale jeszcze nie teraz, nie dziś. Dziś jeszcze nie jestem gotowa by... Umierać... Nie dziś...
Clara
Subskrybuj:
Posty (Atom)
